Avalon » Publicystyka » Artykuł

Rafał z piwnicy #4 Malibu, Marvel i komiks na wygnaniu


Między-wymiarowe podróże to chleb powszedni popkultury – słynny trop, który od zawsze towarzyszył literaturze fantastyki, filmom oraz serialom na przestrzeni rozwoju poszczególnych gatunków. Komiks super-bohaterski jak mało które medium korzysta w zasadzie z nieograniczonych możliwości budowania nowych, fikcyjnych światów. Co więcej, ze względu na swój charakter, jest w stanie wracać do nich i dokonywać rekonstrukcji – w zależności od potrzeb i wymagań scenariusza, czy większych zmian dotykających np. całe uniwersum. 

W ekstremalnych latach 90’ z prawa do hulaszczego rick-mortowania korzystali nałogowo X-Meni [tradycję kontynuują po dziś dzień, choć z nieco mniejszym zapałem]. Zabójcy wysyłani z futurystycznych zakątków czasu, podróże w daleką przeszłość lub post apokaliptyczną przyszłość (dowolnie), odwiedzanie wcześniej niezbadanych lądów a także przecieranie kosmicznych szlaków udowodniło, że z materią multiświatów można dokonać właściwie wszystko. Nic więc dziwnego, że Marvel na bazie popularnie dojonej tematyki, postanowił skorzystać z zasobów przejętego w 1994 roku Malibu Comics, by „wskrzesić" drużynę Exiles, tworzonych od początku z myślą o zwalczaniu między wymiarowych zagrożeń. Najpopularniejszy run „Wygnańców", zapoczątkowany w roku 2001, doczekał się na przestrzeni 7 lat aż 100 numerów przygód! Jednym z współtwórców serii był sam Chris Claremont i to jego interpretacja grupy (zazwyczaj złożona z samych) mutantów ratujących Multiverse będzie najbardziej rozpoznawalna, tudzież uznawana za jedyną właściwą, jak nie najlepszą. 

Tym bardziej pozytywnie zaskoczyła mnie wiadomość, że Saladin Ahmed, scenarzysta odpowiedzialny za mroczne, pełne grozy Abbots, zdobywca prestiżowych nagród – m.in. Eisnera [za fenomenalnego Black Bolta] wróci do Exiles, by napisać ich historię od nowa. Żaden z mieszkańców Domu Pomysłów nie nadawał się lepiej, niż on! Z jakim rezultatem?

Cóż...


Inkarnacja Exiles z 2018 roku chyli czoła poprzedniczkom, jednocześnie wpuszczając wiele świeżego powietrza w pierś zakurzonej (porzuconej?) marki. Ahmed, pod czujnym rysunkiem Javiera Rodrígueza, proponuje czytelnikowi niezapomnianą wędrówkę po równie barwnych, co niebezpiecznych rzeczywistościach alternatywnych. Szeroki horyzont wojaży zaprowadzi drużynę - ponownie pod dowództwem Blink – na powierzchnię Księżyca, do lasu z okresu jury rządzonego przez inteligentne dinozaury uzbrojone w maczugi (bo tak), a nawet do świata wykreowanego na podstawie baśni 1000 i 1 nocy [gościnnie: Maharaja Doom]. 

Komiks, oprócz kalejdoskopu fantastycznych, feerycznych miejsc, oferuje wachlarz oryginalnych, niepowtarzalnych bohaterów wchodzących w skład tytułowej grupy... i nie tylko. Oprócz wspomnianej Blink, śledzimy również losy Old Woman Khan (mocno kojarzącą z Sarah Connor z uniwersum Terminatora), Valkyrii (ostatniej obrończyni Aasgardu), Wolfiego (Wolverine'a, gdyby był słodką postacią z animacji dla najmłodszych), Ironlada, Kapitana Ameryki i Bucky'ego (w wersji gender-blender) etc... etc...


Prawdopodobnie wiecie już, do czego zmierzam, a co stanowi główny mankament serii – bohaterów jest zdecydowanie za dużo. Postaci prześcigają się w dialogach, dosłownie walczą o naszą uwagę. Zmagania z przytłaczającym nawarstwieniem wątków trwają non stop, bez szans na odpoczynek. Każdy członek Exiles posiada swoje własne, osobiste problemy, każdy z nich przeżył (lub przeżyje) potworną tragedię, z której ciężarem będzie szedł dalej przez życie. Każdy z nich rzutuje poważnie na powodzenie misji. 

Nie pomaga konstrukcja fabularna, bo o ile w w/w runie z 2001 roku konflikty i anomalie rozwiązywano w skali mikro, w konwencji „potwora tygodnia”, dzięki czemu bohaterowie otrzymywali przynależne 5 minut sławy, tak Saladin Ahmed rzuca swoich Exiles na „głębokie wody" za sprawą Time-Eatera, istoty pożerającej rzeczywistości. Blink i reszta są skazani na wieczną ucieczkę. Gdziekolwiek nie trafią, pozostają w beznadziejnej sytuacji. Wszystko, co zostawili za sobą (i wszystkich), tracą bezpowrotnie. „Twój chłopak właśnie został pożarty przez pradawny byt? Trudno. Nie mamy czasu na rozwój charakterów i inne głupoty. A teraz właź w portal i do następnego zeszytu!” I tak przez 7-8 numerów... z 12. 

Cancel ogłoszony na długo przed wydaniem zeszytu #12  sugeruje chwiejność i niestabilność projektu. Prawdopodobnie oczekiwane wyniki sprzedażowe kompletnie minęły się z rzeczywistością, może zawiódł marketing i zepchnięcie „Exiles" na trzeciorzędny tor [w tym czasie wystartowały nowe runy Spider-Manów, Venoma, Hulka, Avengers, plus Spidergeddon...]. Sam Ahmed przyznaje, że „Wygnańcy żyli na pożyczonym czasie". Smug.


Jest mi osobiście przykro z powodu losu zgotowanego Exiles. Coś, co zapowiadało się na długą, epicką odyseję niesioną na falach wyobraźni autorów, zakończono przedwcześnie  miernym, niesatysfakcjonującym finałem oraz para-obietnicą, że może kiedyś... znowu...hm? Kto wie?

Polecam ten komiks wszystkim szukającym odskoczni od głównego nurtu Earth-616, entuzjastom silnych postaci kobiecych, fanatykom dziwactw fantazji, i tym, co przełkną nawet najgrubsze piguły goryczy. 

Aha, i jeszcze jedno: pod względem oprawy wizualnej, Exiles to arcymistrzowstwo, koniec kropka. W roku 2018 nie przeczytałem piękniejszego graficznie komiksu, niż dzieło Rodrígueza. Mimika bohaterów, gra kadrem, bogata paleta kolorów, zręczność w mieszaniu i operowaniu stylami rysunku – bajka. 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.