Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Black Panther Epic Collection: Panther's Rage - Rodzyn


Niedługo po debiucie Czarnej Pantery na ekranach kin w 2016 roku, Marvel wydał pierwszy tom Epic Collection poświęcony tej postaci, który zbierał dwie najważniejsze historie z jej początków. Mamy tu debiut T’Challi na łamach serii o przygodach Fantastycznej Czwórki oraz te numery Jungle Action, które stały się pierwszą serię z jego regularnymi przygodami. Co ciekawe, Marvel nie zdecydował się tutaj na załączenie wielu gościnnych występów Czarnej Pantery następujących pomiędzy tymi historiami, co może dziwić, skoro w tomie poświęconym postaci Moon Knighta taki ruch wykonali. Nie wnikając w to dalej, przejdźmy do analizy zawartości tego tomu.

Debiut Czarnej Pantery nastąpił w 52. numerze serii Fantastic Four. Drużyna otrzymuje na jego łamach zaproszenie od tajemniczego władcy Wakandy, afrykańskiego państwa, o którym równie niewiele wiadomo. Nasi bohaterowie już na wstępie są zaskoczeni technologią, jaką posługują się wysłannicy T’Challi. Gdy trafiają do Wakandy, wygląd tego kraju również wywołuje w nich niedowierzanie - nie spodziewali się tak daleko rozwiniętego państwa w Afryce. Na miejscu nie spotyka ich jednak miłe powitanie, lecz po kolei każdy z członków drużyny zostaje wyeliminowany w trakcie walki przez Czarną Panterę. Gdyby nie pomoc Wyatta Wingfoota, lokatora Johnny’ego Storma, który dość przypadkiem zabrał się z nimi w podróż, nie udałoby im się odwrócić biegu walki. Przybity do muru T’Challa decyduje się nie kontynuować walki, lecz wyjaśnić bohaterom swoje zachowanie. Tym samym na łamach kolejnego numeru Fantastyczna Czwórka poznaje krótką historię Wakandy i jej przygotowań na powrót Ulyssesa Klawa, który dziesięć lat wcześniej zaatakował państwo i zabił ojca młodego T’Challi. Wspólnie bohaterowie decydują się stawić czoło wrogowi potrafiącemu zamienić dzwięk w żywą materię.

Oceniać pracę autorstwa Lee i Kirby’ego nie jest łatwo. Fantastic Four #52 i #53 zostały wydane w 1966 roku i trzeba mieć na uwadze to, że trochę się już zestarzały. Zarzuty można mieć tu głównie do scenariusza Lee, gdzie jego tekst aż w nadmiarze wyjaśnia dosłownie wszystkie aspekty toczących się wydarzeń. Choć Wakanda prezentowana jest jako kraj daleko rozwinięty, nie udaje mu się uniknąć pewnych stereotypowych obrazów ludności afrykańskiej. Trzeba przy tym przyznać, że wydanie takiej historii było ze strony Marvela śmiałym krokiem, gdy za oknem działały ruchy na rzecz praw obywatelskich dla czarnoskórych mieszkańców Stanów i nawet taki udział w tej debacie mógł mieć dla nich złe skutki. Tam gdzie Lee nieco zawodzi, tam prace Kirby’ego wciąż zaskakują świetną jakością. Futurystyczna kraina, jaką jest Wakanda, projekty wnętrz posiadłości T’Challi, wszystko to pozwala docenić robotę, jaką przy tej serii wykonywał. Pod tym względem, komiks na pewno się nie zestarzał i warto było po raz kolejny spojrzeć na rysunki Króla. 

Dalszy ciąg tomu to już dzieło Dona McGregora. Ten scenarzysta i redaktor Marvela stwierdził w 1973 roku, że tytuł jakim jest Jungle Action nie powinien opowiadać o przygodach białych ludzi. Pozwolono mu więc zamienić tę serię w przygody Czarnej Pantery, bohatera, który od czasu swojego debiutu przewijał się jedynie na łamach innych tytułów, czy to Avengers czy Fantastic Four. Tak oto McGregor rozpoczął pisanie trzynastoczęściowej sagi, która przez niektórych badaczy historii komiksu uznawana jest za pierwszą powieść graficzną. I to nie bez powodu.

Gniew Pantery (pozwolę sobie używać polskiego tłumaczenia tego tytułu) to powrót T’Challi do Wakandy, którą opuścił na rzecz przygód u boku amerykańskich bohaterów. Mężczyzna musi zmierzyć się z uprzedzeniem części mieszkańców do jego ostatnich podróży i faktu, że u jego boku znalazła się amerykanka Monica Lynne. Do tego władzę nad krajem przejąć chce Eric Killmonger, ze starcia z którym za pierwszym razem T’Challa nie uchodzi cało. Kolejne numery pokazują potyczki Czarnej Pantery z kolejnymi przeciwnikami podlegającymi Erikowi m.in. władającym wężami Venomm czy zabójczą Malice Alice.

McGregor uczynił T’Challę po raz pierwszy w jego historii główną postacią komiksu i umieszcza go w interesującym środowisku. Prezentuje ciekawe spojrzenie na Wakandę, i choć nie unika pewnych streotypów, pokazuje ten kraj z wielu stron, w przeróżnych jego zakątkach i z bardzo ciekawymi mieszkańcami. Najbliżsi T’Challi to bohaterowie o różnych poglądach, nie tylko posłusznie kroczący za swym władcą. To chociażby porywczy W’Kabi i pełen współczucia Taku. Nawet najzwyklejsi mieszkańcy Wakandy dostają tu sporo miejsca, czy to w postaci oddanego królowi mężczyzny, jego nieufnej żony czy też dziecka, które musi zmierzyć się z powaznymi dla siebie konsekwencjami wojny jaka toczy się na terenie królestwa. Również po stronie Killmongera mamy ciekawych Tayete i Kazibe. Każda z postaci dostaje tu miejsce na rozwój i ukazanie swoich emocji. Nie są to jednoznacznie dobrzy lub źli bohaterowie, każdy ma swoje lepsze lub gorsze momenty i McGregor bardzo dobrze to przedstawia.

Każdy z numerów to jednak nie tylko wgląd w psychikę postaci, ale też świetne sceny akcji. Czarna Pantera mierzy się nie tylko z Killmongerem czy jego podwładnymi, ale także chociażby z białymi gorylami, wilkami czy nawet pterodaktylem. Każda z tych walk ma w sobie coś unikalnego, artyści odpowiedzialni za każdy z numerów wykazali się świetnym wyczuciem, przez co kolejne strony potrafą zaskoczyć. To wspólne dzieło rysowników Richa Buckleya, Gila Kane’a i Billy’ego Grahama i inkerów Klausa Jansona, P. Graig Russella i Boba McLeoda. To dzięki temu zespołowi scenariusz McGregora, a przez to i sama Wakanda, nabrał życia.  

Końcówka omawianego tu tomu to pięcioczęściowe The Panther vs. The Klan, również autorstwa McGregora. T’Challa wraz z Moniką Lynne powraca do Stanów by zbadać tajemnicę zabójstwa jej siostry. Jak sam tytuł wskazuje, McGregor bezpośrednio wprowadza na karty komiksu członków Ku Klux Klanu, którzy obierają sobie na swój cel osoby demaskujące ich działania. Dla współczesnego czytelnika treść zawarta w tym komiksie, zwrócenie uwagi na problem rasizmu czy apartheidu może nie mieć takiego samego wybrzmienia co wtedy, zwłaszcza gdy jest tak mocno związany z historią Stanów. Mimo to temat wciąż pozostaje aktualny i historia ta pozostanie ważnym głosem w debacie. Kasacja serii nie pozwoliła w pełni rozwinąć scenarzyście tej opowieści i najbardziej widać to w ostatnim z zeszytów, który rozpoczyna nowe wątki i pozostawia Czarną Panterę w pewnym zawieszeniu. Jack Kirby, który trzy miesiące później dostał inną serię o przygodach tej postaci, rozpoczął kompletnie nową historię i dopiero kolejni twórcy próbowali domknąć te wątki - ale to już historia na inną okazję. 

Lee i Kirby przedstawili jak na swoje czasu postać wyjątkową. Nieważne, że nie stała za tym potrzeba zabrania głosu w trwającej debacie społecznej, a jedynie zwykła chęć przedstawienia pierwszego czarnoskórego superbohatera. Był to ważny krok, dzięki któremu wielu następujących po nich twórców mogli zbudować na tej podstawie wybitne historie. Pokazuje to już wydane niewiele później dzieło Dana McGregora. Pokazał on potencjał, jaki kryje się za Czarną Panterą i jego rodzinnym krajem. Scenarzysta rozwinął i zbudował świat wokół T’Challi, tworzy temu bohaterowi własną mitologię, jego własnych, w pełni ukształtowanych przeciwników i pomocników. Każdy z numerów funkcjonuje tu nie tylko jako część większej historii, ale też sam w sobie jest szczególnym dziełem. Lektura może być wyzwaniem: McGregor jak to było w zwyczaju w tamtych czasach sporo pisze i nie pozwala rysunkom mówić w pełni za siebie. Jednak czy to pod względem rozwoju postaci, ciekawych rozwiązań graficznych, czy po prostu interesującej akcji, Gniew Pantery pozostanie komiksem wybitnym.

W Polsce ukazała się większość omawianych tu komiksów: w 116. numerze Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela mamy cały Gniew Pantery, a w 21. tomie kolekcji Superbohaterowie Marvela pojawił się dwuczęściowy debiut T'Challi. Tylko Black Panther vs. The Klan czeka na swoją polską premierę, ale czy kiedykolwiek to nastąpi, nie wiadomo. Jeżeli nie macie polskich wydań, polecam ten tom Epic Collection. 

Rodzyn

Black Panther Epic Collection: Panther’s Rage
scenariusz: Don Mcgregor, Stan Lee,
rysunki: Jack Kirby,  Richard Buckler, Billy Graham, Gil Kane i inni
zawiera:  FANTASTIC FOUR (1961) #52-53, JUNGLE ACTION (1972) #6-24
cena: $34,99
liczba stron: 400

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.