Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 07.02.18

avalonpulse0.png

W ubiegłym tygodniu jedną z najważniejszych premier był one-shot Infinity Countdown: Adam Warlock, który to zeszyt omawiamy w tym numerze Avalon Pulse'a. W rozwinięciu znajdziecie też opinie o kolejnych numerach Black Bolta, Runaways, Rogue & Gambit, X-Men Gold i finale Icemana.


scenariusz: Saladin Ahmed
rysunki: Christian Ward

Rodzyn: Tak jak Black Bolt stworzył świetny duet z Crusherem Creelem na łamach pierwszych sześciu zeszytów, tak teraz równie udana jest jego relacja z Titanią. Wątek przeciwnika, czyli Lasha, nie jest szczególnie ciekawy, ale pojawia się tutaj dobre nawiązanie do wydarzeń z one-shota Inhumans: Judgement Day. Tutaj duchowe spotkanie Black Bolta i Medusy widzimy z perspektywy tego pierwszego i ciekawie się to ogląda, warto obejrzeć to w obu komiksach. Rewelacja z końca zeszytu jest zaskakująca, ciekawe co z tego wyniknie. Zakładam, że wątek ten zostanie rozwiązany w kolejnym zeszycie, a jeszcze miesiąc później zobaczymy już właściwe spotkanie głównego bohatera i Medusy. Czy będzie to koniec tej serii? Seria zyskała uznanie wśród fanów, recenzentów i nawet w samej redakcji, więc mam nadzieję, że dostaniemy przynajmniej jeszcze jedną historię. Czy Ahmed ma na to pomysł? Zobaczymy. 



scenariusz: Sina Grace
rysunki: Robert Gill

Krzycer: To jest dobry, ba, nawet bardzo dobry finał (no bo ostatni numer będzie tylko epilogiem) serii o Icemanie - opiekunie młodych mutantów. Jego jedyny problem polega więc na tym, że to nie była seria o Icemanie - opiekunie młodych mutantów. Czemu więc grają wszystkie najważniejsze role w tym zeszycie? Jeszcze Zechsa rozumiem - był w dwóch zeszytach, miał antagonistyczną relację z Icemanem, ok. Ale na litość boską, ta cała Michaela miała chyba jedną scenę przed #9, a tutaj kozaczy jakby przez cały czas była sidekickiem Icemana. Ba, Idie dostaje najlepszą scenę numeru ("I've seen true darkness. Your apathy doesn't scare me.") - ale przecież Idie nie jest bohaterką tej serii, nie była nawet członkinią obsady drugoplanowej. 
(Na marginesie - czemu Idie nie była członkinią obsady drugoplanowej tej serii? Pomagała młodemu Bobby'emu w przyzwyczajaniu się do życia po coming oucie, byłaby świetna jako podopieczna / absurdalnie młoda mentorka dorosłego Bobby'ego.) 
To jest bardzo dziwny komiks. Ten zeszyt jest autentycznie dobry, po prostu umieszcza na pierwszym planie postaci, które dotąd kompletnie olewał - i jest to dziwne. 
Ale ostatecznie nawet wykorzystanie Dakena ma sens, jeśli założymy, że to wszystko dzieje się zanim pojawił się ostatnio w "All-New Wolverine" i Iceman faktycznie wyłączył mu Death Seed czy coś takiego. Może Bunnowi będzie się chciało połączyć te kropki, według zapowiedzi za parę miesięcy będzie robił z Dakena X-Mana... To na pewno dobrze wyjdzie.  :roll: 
Wracając do "Icemana" - Sina Grace miał garść dobrych pomysłów na tę serię, ale nie bardzo potrafił wcielić je w życie. Ten zeszyt chyba i tak wyszedł mu najlepiej. 


scenariusz: Gerry Duggan
rysunki: Mike Allred

Rodzyn: Zeszyt, który miał być częścią serii Guardians of the Galaxy, stał się one-shotem, który ma wprowadzić nas do nowego wydarzenia w świecie Marvela. Jak sama nazwa wskazuje, skupia się on jednak na postaci Adama Warlocka, przez co wiadomości na temat całej sytuacji uniwersum nie ma szczególnie wiele, ale można się ich doszukać. Osoby, które nie znają tej postaci, dostają jej krótką historię, co wypada świetnie, ale nie wiem, na ile pomoże nowym czytelnikom poznać tę postać - na pewno jest to jednak dobre miejsce na rozpoczęcie przygody z nią. To, co najbardziej przyciąga do tego zeszytu, to rysunki Michaela i Laury Allred. Czy to sceny z przeszłości Adama czy ukazanie wnętrza posiadłości Kanga, który odgrywa tu sporą rolę, każdy kadr to uczta dla oczu i kto lubi ten duet i tego zeszytu nie ominie. Ogólnie mówiąc: to świetny one-shot, który porządnie przywraca Adama Warlocka na pierwszy plan wydarzeń i pozostaje mieć nadzieję, że sam event utrzyma poziom przynajmniej ostatnich przygód Strażników.


scenariusz: Kelly Thompson
rysunki: Pere Perez

Krzycer: Kelly Thompson odrobiła pracę domową. Widać to nie tylko po tej świetnej rozkładówce, na której terapia Rogue i Gambita jest ujęta jako zestaw retrospekcji zawartych w dymkach - retrospekcji na których znajdziemy szereg mniej lub bardziej ikonicznych scen z relacji tej dwójki, jak i innych ich związków i skoków w bok. Widać to również po tym, jak pisze claremontowskie dialogi Rogue i Gambita w retrospekcji przepisującej ich pierwsze spotkanie (nadpisującej? dopisującej? nie kojarzę, jak to właściwie wyglądało w Muir Island Saga). 
Poza retrospekcjami następuje rozwinięcie akcji, które jest, jak by to ująć... Absurdalnie gwałtownie. Serio, w poprzednim numerze przyjechali do kurortu, w tym są na terapii, a w następnej scenie jest już włam, ujawnienie przeciwników i zarysu planów superłotrzycy, i jest to... nie wiem, mam wrażenie, jakby ktoś przewinął jakąś scenę. 
Rysunki są bardzo ładne, ale autor wykłada się w scenie z przepychankami Rogue i Gambita w wentylacji. Na niektórych kadrach ten wąski tunel w którym są ściśnięci wygląda zdecydowanie zbyt przestronnie. 


scenariusz: Rainbow Rowell
rysunki: Kris Anka

Rodzyn: Pierwsza historia dobiegła końca i trzeba przyznać, że Rainbow Rowell wraz z Krisem Anką poprowadzili te postaci w sposób najlepszy od czasu runu ich oryginalnych twórców. Nie negują tego, co przeżyły w międzyczasie, ale starają się zebrać grupę ponownie i zbudować na tym coś nowego. I nie trzeba było do tego wiele akcji, by wypadło to interesująco. Szósty numer to zwieńczenie wątku dotychczasowego głównego przeciwnika i otwarcie przez bohaterów nowego rozdziału w ich życiu. Co dalej? Tak naprawdę nie wiadomo, zapowiedź #8 zapowiada pojawienie się Julie Power, dziewczyny Karoliny. Nie przeszkadza mi to, skupienie się na relacjach między postaciami to kontynuowanie tego co najlepsze w tych postaciach. Może pojawi się na kartach w końcu Alex Wilder - myślę, że to nawet nieuchronne i wyczekuję tej konfrontacji. 


scenariusz: Marc Guggenheim
rysunki: Diego Bernard

Krzycer: Wątek Mesmero i nowych Pyro i Avalanche'a jest ok. (Ale serio, ktoś tu czegoś nie dopilnował, pozwalając, by ten Pyro pojawił się w "Icemanie" jako zmartwychwstały St. John Jakmutam). A jednocześnie przestaje być ok w finale, bo Guggi nie potrafi napisać sceny akcji. A już na pewno nie potrafi wiarygodnie napisać sceny akcji, w której ta trójka błaznów pokonuje X-Men. Jasne, jasne, próbuje to wytłumaczyć paroma bzdurami, ale to wciąż nie wychodzi dobrze. 
Poza tym jednak Guggi pozytywnie mnie zaskoczył dopisując konsekwencje dla Old Man Logana. Pal sześć, że w "Negative Zone War" ni cholery nie było widać, by ta przygoda mu zaszkodziła, ale co tam, przyjmę taki dopisek po fakcie - tym bardziej, że jest to dopisek porządkujący continuity, a przyznam, że kompletnie się nie spodziewałem, że bieżące continuity jeszcze kogokolwiek obchodzi. W każdym razie Guggi informuje nas, że wszystko co dotąd widzieliśmy w Goldach wydarzyło się przed przygodami Logana, które w "Old Man Logan" napisał Brisson. Ba, zdanie "jadę do Kanady, a potem do Japonii, potrzebuję odwiedzić stare śmieci" nadaje tym przygodom Logana więcej logiki i ciągłości, niż chciało się napisać Brissonowi. 
I teraz zaczynam się zastanawiać, czy ta dobra wola i ochota, by pilnować continuity oznaczają, że Guggi wypisze Nightcrawlera z Goldów? 



Przeczytaj także:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.